...
dervisz blog


Księga Gości

O Mnie


Archiwum

2010
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień

Linki
brak link�w




†††
Designed by Lost_Soul
Picture from Tapety
All Rights Reserved

godz: 01:06 data: 2007.05.2
poniedziałek 23.04.2007 Larry n.p.

dziś wyruszyłem nadzwyczaj wcześnie a to dlatego że nie chciało mi się z lapem cisnąć z buta i wydawać na taxe więc zabrałem się ze znajomym Bartem który mnie podrzucił. Na recepcji Monika ucieszona że szybciej pójdzie do domu ale od słowa do słowa od sprawy do sprawy i wyszła 22:55 w między czasie problemy z moją master kartą telefony tu Radek coś tu kartka wyczyśc podłogę tu Ruth przynieś krzesła na restaurację ....itp 23:30 do hotelu wróciła grupa zrzędliwych tetryków. Oczywiście szkoda by było wydać kasę na coś do picia więc od razu good night i do pokoi. no i dobrze bo jeszcze pewnie nie jednego bym się nasłuchał potem przyszedł jakiś dziwny dobrze wstawiony koleś (normalni u nas to wyjątki) zamawia gin i tonic po czym wypija 2 łyki pyta się gdzie najlepiej pójść dzisiaj. proponuje mu kilka night clubów on zostawia mi 4,10 euro i daje dyla za chwile przychodzi kolejny zamawia guinnessa przed sname chwile gadamy (nie to żeby mi przeszkodził w turnieju w pokera ale co tam :P) i idzie grzecznie spać 1:00 wraca dziwak mówię mu że jego drink jest dalej na ladzie zamienia ze mna dwa zdania i znow wychodzi zaznaczając że wróci o 1:30 1:36 dziwak wraca mówi dobranoc i idzie do pokoju. potem kolacja kilka turnieji w pokerka i.... znow do przodu 4:30 zaczynam brać się za robotę na początek spacerek i kolekcja kart potem krzesełka na restauracje odkurzanie i buferowanie podłogi 7:10 ledwo się ze wszystkim wyrobiłem 7:20 spadam do domu bo ania ma na 8

Komentuj(0)


godz: 01:06 data: 2007.05.2
niedziela 22.04.2007

zaczynam tak samo jak wczoraj. tym razem ląduję na midlle. pierwsza godzina jakoś szybko zeciała. 19:15 Eamon oświadcza mi że dziś też idę na restaurację ale tylko na chwilę bo mamy jakąś grupę 15 osób z Angli. 15 minut później wzywają mnie na rezydenta. Okazuje się że ta grupa to kompletne staruszki a w dodatq jak się okaże wredne typy.ale pokolei najpierw zamówili po jednym drinku przed kolacją wyliczając co do grosza za wszystko i marudząc pod nosem że to rozbój w biały dzień jeśli chodzi o ceny za napoje. po czym przechodzą na kolację kelnerki zbierają zamówienie na jedzenie ja grzecznie czekam na swoją kolej ale okazuje się że jednej kobiecie strasznie się spieszy więc pogania mnie z listą win zamawiają kilka butelek i jakieś dodatkowe napoje. w połowie obiadu wszystko jest okay tylko jeden coś zakręcił nosem i podburzył innych. no i się zaczęło zaczęli żalić się kompletnie na wszystko nawet na masło. ja tylko stałem i się śmiałem bo najlepsze bylo przede mną a raczej przed nimi bo ja jeszcze nie podałem im rachunku za wina i drinki oczywiście nowa pani manager Ruth z restauracji w panice stwierdziła że w ramach rekompensaty picie mają za darmo. Jak to usłyszeli tak później wszystko było pięknie ....przez chwilę. najedli się i przeszli do lobby i znów skargi bo to światło nie takie a to a tamto. Ja posprzątałem i wróciłem na środkowy bar ale i tak co chwila biegałem do maruderów na rezydenta bo nie mial im kto serwować jeden z nich zamówił jedno piwo po czym wyciągnął plik 50 wyszukał wśród nich 10 dał mi po czym dokładnie spojrzał czy aby dobrze wydałem jedna myśl na ten temat (bajka dla dzieci sknerus mckwacz - skąpe dusigrosze) I tak biegałem prawie aż do 23 bo w sumie nic innego nie mialem do roboty. Odkąd horseshoe jest otwarty w niedziele to na midlle i na froncie pustki. 23:10 koniec serwowania potem sprzątanko ostatni browarek dla nas i do domciu.

Komentuj(0)


godz: 01:06 data: 2007.05.2
sobota 21.04.2007

godz. 18 zaczynam jak zwykle początek na horseshoe a potem restauracja. Dziś to już dno.Znów ta sama grupa o dziwo zamówili pare drinków ale przed posiłkiem a potem wegetacja aż do 21 chociaż w planie mialem do 22 to nie byłem w stanie tak długo tam wytrzymać. POwrót na horseshoe a tam nic specjalnego. jak na sobotę to jestem konkret zawiedziony. Mnóstwo nas... ale za barem więc Radek co chwila puszcza ludzi wcześniej do domu. Mam ochotę sam poprosić i iśc wcześniej ale wiem że nawet choćby to i tak się nie zgodzi bo kto zostanie na rezydencie jak nie ja. serwujemy do 1:30 chociaż na serio nie ma już komu. Potem palenie jedzonko i sprzątanie. Już prawie skończyłem gdy nagle tel. Larry rezydent wzywa Tam pogawędki z ochroną z przerwami na serwowanie drinków. Później już tylko standard obrzydliwy: wyganiamy do lobby sprzątanie czekamy aż znikną kolekcja kart i ..5 rano ide do domu.

Komentuj(0)


godz: 01:05 data: 2007.05.2
piątek 20.04.2007

Robotę zaczynam o 19 Bezpośrednio kierują mnie do restauracji bo serwowanie tam drinków to już tylko moja działka. Na restauracji niestety kompletna klapa. Jedna grupa koło 10 osób którzy są tu prawie od tygodnia i nic nie zamawiają a tak same parki. Nagle do hotelu wchodzi ponad 20 szkotów w swoich zacnych kieckach i koszulkach rugby. Okazuje się że to jakaś drużyna która zostaje u nas na noc. Rozpakowali się i... do baru na browary. Jakoś te 2 godziny przetrwałem po czym przerwa na jedzenie i powrót na horseshoe. ogólnie tu też cisza i spokój. Ktoś poprosił Bartka o coś konkretnego więc zaczęliśmy serwować wściekłe psy. Polubili to więc wściekły stał się hitem wieczoru a managerom było to na rękę bo kasowaliśmy jak za 2 kieliszki wódki a tylko półtorej wychodziło reszta to sok i sos tabasco. Bartek pocieszył mnie że szkoci obiecali że wrócą na rezydenta przed 3. 0:30 koniec serwowania i.... do kuchni Potem sprzątanie i ... jak zwykle telefon larry potrzebują cię na rezydencie. No i wykrakał - szkoci wrócili i nie tylko oni. 3 godz.koniec serwowania wywalamy ludzi do lobby a ja sprzątam. NAstępnie siedzimy do 4:15 i czekamy aż pójdą wszyscy spać. 4:30 kolekcja kart śniadaniowych krótka pogawędka i do domu

Komentuj(0)


godz: 01:04 data: 2007.05.2
wtorek 17.04.2007

startuje o 23.Liczba osób: 20. Rezydent otwarty ale w nim nikogo nie ma. Recepcjonistka idzie do domu ja grzecznie siadam i podpinam lapa. 00:15 pojawia sie 7 klientów na rezydencie. Więc zaczynam im serwować po czym znikam na recepcję. Ustawiam laptopa tak by widzieć czy coś chcą i bawię się na necie. Godz. 1:00 dwójka z nich idzie grzecznie spać. Kobieta zwraca mi uwagę na gościa siedzącego przy samym barze.Okazuje się że ma kłopoty z pamięcią i informuję mnie żebym miał pewność że trafi do swojego pokoju. W razie czego mam mu w tym pomóc. Więc zostaje 4 siedząca sobie przy stoliq i sklerotyk przy barze który zamawia whisky i zaczyna ze mną rozmowę a raczej bełkot bo jak większość z nich rozumiem tak tego za cholerę. serwuję mu drinki i zaczynamy pseudo rozmowę on za każdym razem mnie tipuje. koło godz. 2:00 3 kolejnych idzie spać a czwarty dołącza się do naszej rozmowy po czym przejmuje inicjatywe i opowiada niekończące się hostorie niedopuszczając nikogo do słowa. 2:20 gość chyba się wygadał więć zwija żagle i spada do pokoju sklerotyk idzie na fajkę więc ja w tym czasie do kompa. po kilku minutach wraca z fajki siedzi kilka minut sam. Zostawiam go sam bo nie mam sumienia zdzierać z niego kasę i ochoty z nim siedziec i gadać. Przychodzi do mnie i mówi że chce zapłacić za swój pokój i znajomych ale okazuje się że już dawno zapłacił. 2:40 przychodzi po raz drugi i pyta jaki ma numer pokoju więc zaprowadzam go do pokoju i oświecam mu światło. Oczywiście w podzięce kolejny napiwek (w sumie od jednego gościa 36euro - wow). Szybkie sprzątanko i na necik. 4:15 spacerek po hotelu i zbiór kart śniadaniowych - aż cała jedna 5:30 dostawa chleba przed 7 dzwonię do pokoju 230 by mieć pewność że jeden z gości wstał. wszystko ok 7:30 zamiast do domu jade do kolejnej pracy ale bez obaw mam wolne do piątq

Komentuj(0)


godz: 01:03 data: 2007.05.2
poniedziałek 16.04.2007

Tym razem night porter. Pierwszy raz biorę ze sobą lapa.Już w niedziele była lipa na hotelu więc pomyslalem ze w poniedziałek tym bardziej. No to niespodzianka 24 ludzi na hotelu jak na ta porę i na poniedziałek to jestem w szoq. Większość z nich już grzecznie leżą w łóżeczkach więc bez paniki. Recepcjonistka idzie do domu więcja grzecznie wyciągam swój sprzęt podpinam neta i jestem w swoim żywiole. Koło 0:00 pojawia się pierwszy klient (stary dziadzina).Zamawia guinnessa zostawia mi 90 centów napiwq. grzeczenie odchodzę na recepcję i siadam do kompa od czasu do czasu słyszę że gościu gada sam do siebie a raczej na siebie krzyczy i klnie. No cóż można i tak. Posiedział tam do 20 minut po czym stwierdził że idzie do pokoju. Był kompletnie nawalony wiec pomogłem mu wejść do windy. POwiedział że sobie poradzi i pojechał. Po kilku minutach pojechałem do jego pokoju sprawdzić czy rzeczywiście tam dotarł. Przez resztę nocy nic się nie wydarzyło po za tym że grałem na kompie w pokera i rozmawiałem z łukaszem przez skype. Po 5 zabrałem się za sprzątanie.Po czym nagrałem kilka płyt do restauracji. 7:30 spadam do domu jutro a raczej dzis kolejna nocka

Komentuj(0)


godz: 01:00 data: 2007.05.2
niedziela 15.04.2007

Godzina 18 startuje. Okazuje się że z racji tego że za niedlugo mamy rally to urządzili sobie na naszym ogrodzie pokaz samochodów i impreze na kilkadziesiat osób. Pech dla mnie że zacząłem prace na środkowym barze więc niestety u mnie nic ciekawego się nie działo. Czasami latałem do kuchni z MIkiem (kelner - słowak) po jedzenie lub z talerzami. Jak co niedziele serwujemy do 23 ale że tym razem dalej było trochę ludzi na horseshoe to przeciągnęliśmy do 23:20. Ja w te 20 minut zdążyłem posprzątać front i midlle.POtem do kuchni na jedzonko. Eamonowi strasznie się spieszyło na imprezę do znajomych więc posprzątaliśmy na odwal i poszliśmy do domu (nie ma się co przejmować i tak sprzątaczka jest rano więc w końcu będzie miała co do roboty)

Komentuj(0)


godz: 00:58 data: 2007.05.2
sobota 14.04.2007

Dziś zacząłem o 18 standardowo na horseshoe. Po 30 minutach wylądowałem na restauracji. Znów grupa niemców oraz tutejsi goście. Byłem wręcz zaskoczony ich chojnością bo zebrałem 12 euro napiwku (lepszy rydz jak nic). 21 wróciłem na horseshoe.Rewelacji nie było. Kapela strasznie głośno grała i jak na mój gust nie pasowała do naszego baru. I tak od klienta do klienta aż wybiła godz. 1:30 co oznacza koniec serwowania. Przynajmniej dla niektórych bo ja potem ide na rezydenta (bar dla ludzi z hotelu). Na przerwe jednak sie załapałem.Najpierw poszlismy zapalic a potem standardowo kuchnia i kolacja :P Później czas na wielkie sprzątanie. Zazwyczaj mnie to nie dotyczy bo wtedy po mnie dzwonia i ide na rezydenta jednak dzisiaj zdążyłem posprzątać prawie wszystko z resztą ekipy. Między 2 a 3 serwowałem na rezydencie. Godz.3 ostatnia szansa na cos do picia i goście przenoszą sie do lobby. Ja w tym czasie biorę się za sprzątanie rezydenta. Ochrona w tym czasie drinkuje piwko po czym daje dyla - bez komentarza!! 3:30 wracam na recepcje i grzecznie siedze wraz z i night porterem do czasu aż ludzie opuszczą lobby. W między czasie kilka osób próbuje namówić mnie na serwowanie kolejnych drinków ale to nie ja tu jestem szefem wiec definitywnie mówie NIE 4:10 ludzie rozeszli się do swoich pokoi ja w tym czasie z Jernailem (night porter) bierzemy się za sprzątanie. 4:30 spacerek po hotelu by pozbierać karty na śniadania i sprawdzić czy wszystko w porządq. 5:00 mam dość jadę do domu taxą (a co mnie nie stać ;P w końcu nazbierałem z napiwków)

Komentuj(0)


godz: 00:56 data: 2007.05.2
mała wzmianka co do piątq 13

zapomniałem dodać że jakiemuś kretynowi o 2:05 rano zachciało się palić papierosy w pokoju gdzie mamy czujniki przeciwpożarowe. poszedłem na górę to sprawdzić w tym czasie zaczęli wszyscy dzwonić na recepcję. Pukam i pytam czy wszystko w porządq gościu odpowiada że tak ale nie otwiera. Zjawia się Jernail night porter i wchodzimy mu do pokoju A tu siekiera nieziemska. Gosciu nawet okna nie otworzył. Kazalismy mu otworzyć okno i wywietrzyć a jak chce palić to na zewnątrz albo przy oknie. Po 40 minutach wchodzi do hotelu strażak więc zdębieliśmy.Pytamy o co chodzi pełni strachu że ktoś od nas wezwał straż pożarną. Okazuje się że ochrona z Dublina dostała alarm ze sklepu po drugiej stronie więc wezwali straż. Problem w tym że w sklepie nikogo nie ma żadnego dymu nie widać a ani strażacy ani ochrona nie ma numeru tel. do managerów lub właścicieli.Pytają czy my mamy jakieś namiary do kogokolwiek ze sklepu. Niestety nie mamy więc strażacy stwierdzają że nic tu po nich a jak się zacznie palić to przyjadą jeszcze raz.

Komentuj(0)


godz: 15:34 data: 2007.04.23
piątek 13.04.2007 - larry barman

Zacząłem znów o 17.
wskoczyłem od razu na horseshoe i w sumie przez następną godzinę byłem tam sam bo następni barmani przyszli na 18.
W ciągu tej godziny zdążyłem się nieźle wqrwić przez dwóch słowaków. Mianowicie zamówili u mnie kilka piw i bombay gin. W czasie jak imserwowałem jeden z nich wysypał drobne na lade a drugi w tym czasie powiedział po słowacku do niego 
-schowaj te drobne nie bądź polak
Pewnie gupek myslał że jak powie w swoim języku to go nikt nie zrozumie.
pech dla niego że znam trochę słowacki bo mam znajomych słowaków w pracy i nie tylko.
podając mu ostatniego drinka powiedziałem mu grzecznie żeby uważał na to co mówi o polakach bo ja słyszałem i zrozumiałem  co powiedział.
on mi na to że on tego do mnie nie mówił tylko do swojego kolegi
Na to ja mu że gówno mnie to obchodzi do kogo mówi ale o kim mówi.Obraża polaków a ja jestem jednym z nich.
GOściu nagle zdębiał i zaczął się tłumaczyć.
Powiedziałem że ja go tylko ostrzegam następnym razem nie będę.
Spienił mnie na maxa. Jak nie jestem zbytnio patriotą tak jego słowa mnie mocno ruszyły i nie byłem w stanie tego tak mu odpuścić.
o 18 przyszedł djBartek opowiedziałem mu całą historię i stwierdziliśmy że jak przyjdą jeszcze raz i coś głupiego powiedzą to ich wywalimy.
18:30 wylądowałem na restauracji. Ostatnio to moja działka. Lepiej dla mnie bo zajmuję się tylko zbieraniem zamówień na napoje serwuje po czym wręczam paragony i zbieram kasę z napiwkami włącznie.
Tym bardziej pasuje mi to w weekend bo mamy grupy wycieczkowe z innych krajów.
Pech chciał że zaraz po incydencie ze słowakami trafiła mi sie 45 osobowa grupa niemców.
nie to że mam coś do nich. Poprostu za nimi nie przepadam.
Zebrałem zamówienia po czym zabrałem sie za serwowanie. Pierwszy stolik jedno piwo i 3 buteleczki białego wina.
podaje piwo probuje podac pierwszą butelke i nagle wszystko mi sie wywraca!!!!
jedna z butelek przelatuje nad głową gościa i spada mu między nogi.reszta leży na tacy.
Przepraszam jak tylko moge.
na to kobieta siedzaca obok pokrzywdzonego goscia
- ma szczęście że to nie był nóż ani widelec
Przeprosiny przyjęte.
reszta serwowania bez zarzutu
nadchodzi czas zapłaty i tu znów wychodzą jaja bo zamieniłem paragony na dwóch stolikach (w tym przy stoliq z wywróconymi drinkami).
tłumacze sobie to faktem  - piątek 13 musiało się coś zjebać
21 koniec serwowania na restauracji pora coś zjeść i wracać na zwykły bar.
Przez następne kilka godzin nic ciekawego się nie działo. Ruch umiarkowany jak co piątek.
Zrobilismy sobie zawody z Bartkiem kto więcej nazbiera z napiwków - przegrałem o 18 centów :P
00:30 koniec serwowania idziemy na parking coś zapalić a potem do kuchni na kolację.
potem ostre sprzątanie po czym poszedłem na rezydenta i tam zostałem do 3:30
Do domu zabrałem się z Konradem który też dopiero co skończył robotę na bramce.
 

Komentuj(2)