Zacząłem znów o 17.
wskoczyłem od razu na horseshoe i w sumie przez następną godzinę byłem tam sam bo następni barmani przyszli na 18.
W ciągu tej godziny zdążyłem się nieźle wqrwić przez dwóch słowaków. Mianowicie zamówili u mnie kilka piw i bombay gin. W czasie jak imserwowałem jeden z nich wysypał drobne na lade a drugi w tym czasie powiedział po słowacku do niego
-schowaj te drobne nie bądź polak
Pewnie gupek myslał że jak powie w swoim języku to go nikt nie zrozumie.
pech dla niego że znam trochę słowacki bo mam znajomych słowaków w pracy i nie tylko.
podając mu ostatniego drinka powiedziałem mu grzecznie żeby uważał na to co mówi o polakach bo ja słyszałem i zrozumiałem co powiedział.
on mi na to że on tego do mnie nie mówił tylko do swojego kolegi
Na to ja mu że gówno mnie to obchodzi do kogo mówi ale o kim mówi.Obraża polaków a ja jestem jednym z nich.
GOściu nagle zdębiał i zaczął się tłumaczyć.
Powiedziałem że ja go tylko ostrzegam następnym razem nie będę.
Spienił mnie na maxa. Jak nie jestem zbytnio patriotą tak jego słowa mnie mocno ruszyły i nie byłem w stanie tego tak mu odpuścić.
o 18 przyszedł djBartek opowiedziałem mu całą historię i stwierdziliśmy że jak przyjdą jeszcze raz i coś głupiego powiedzą to ich wywalimy.
18:30 wylądowałem na restauracji. Ostatnio to moja działka. Lepiej dla mnie bo zajmuję się tylko zbieraniem zamówień na napoje serwuje po czym wręczam paragony i zbieram kasę z napiwkami włącznie.
Tym bardziej pasuje mi to w weekend bo mamy grupy wycieczkowe z innych krajów.
Pech chciał że zaraz po incydencie ze słowakami trafiła mi sie 45 osobowa grupa niemców.
nie to że mam coś do nich. Poprostu za nimi nie przepadam.
Zebrałem zamówienia po czym zabrałem sie za serwowanie. Pierwszy stolik jedno piwo i 3 buteleczki białego wina.
podaje piwo probuje podac pierwszą butelke i nagle wszystko mi sie wywraca!!!!
jedna z butelek przelatuje nad głową gościa i spada mu między nogi.reszta leży na tacy.
Przepraszam jak tylko moge.
na to kobieta siedzaca obok pokrzywdzonego goscia
- ma szczęście że to nie był nóż ani widelec
Przeprosiny przyjęte.
reszta serwowania bez zarzutu
nadchodzi czas zapłaty i tu znów wychodzą jaja bo zamieniłem paragony na dwóch stolikach (w tym przy stoliq z wywróconymi drinkami).
tłumacze sobie to faktem - piątek 13 musiało się coś zjebać
21 koniec serwowania na restauracji pora coś zjeść i wracać na zwykły bar.
Przez następne kilka godzin nic ciekawego się nie działo. Ruch umiarkowany jak co piątek.
Zrobilismy sobie zawody z Bartkiem kto więcej nazbiera z napiwków - przegrałem o 18 centów :P
00:30 koniec serwowania idziemy na parking coś zapalić a potem do kuchni na kolację.
potem ostre sprzątanie po czym poszedłem na rezydenta i tam zostałem do 3:30
Do domu zabrałem się z Konradem który też dopiero co skończył robotę na bramce.